niedziela, 30 grudnia 2012

Znowu kolęda

Za kilka dni rozpocznie się ponownie czas chodzenia kolędzie, który w naszej parafii trwa prawie miesiąc czasu. Ponadto zawiera się w tym 12 dni chodzenia po akademikach i hotelach asystenckich. A zatem jest to intensywny czas, ale bardzo go lubię, gdyż niesie w sobie wiele ciekawych, czasem zaskakujących spotkań z innymi ludźmi. Cenię sobie te odwiedziny w domach, chwile modlitwy i rozmowy na różne tematy. Staram się zrozumieć te osoby, które spotykam, wejść w ich doświadczenie, w codzienne radości i zmagania. Chwila szczerej rozmowy, także wypowiedzenia swoich pytań, wątpliwości dotyczących wiary może być czymś ważnym, co też zaowocuje w przyszłości. Zostało mi w pamięci kilka takich wizyt duszpasterskich, gdzie gospodarze powiedzieli na początku o swojej niewierze w Boga, poszukiwaniach i były to bardzo dobre spotkania, kiedy słuchaliśmy siebie nawzajem i staraliśmy się zrozumieć. A kolęda w akademikach to jakby zupełnie inny rozdział. Domy studenckie mają swój szczególny klimat i chodzący po korytarzach ksiądz wydaje się być kimś jakby z innego świata. Tutaj jednak odbywa się wiele dobrych spotkań, gdyż nie ma presji, że trzeba księdza przyjąć, bo co sobie sąsiedzi pomyślą, czy też dbać o swoją kartotekę w parafii. Te kwestie nie wchodzę tutaj w ogóle w grę, gdyż sąsiadów to nie obchodzi, a dla akademików nie ma kartotek parafialnych. Mamy także zasadę, że od studentów nie przyjmujemy żadnych pieniędzy, nawet jeśli próbują nam wcisnąć jakąś kopertę. Czasami w jednym pokoju w akademiku zbierze się więcej osób, które chcą z księdzem porozmawiać, zadają różne ważne pytania i wyrażają swoje niepokoje. W takich sytuacjach staram się dawać dużo swojego czasu i tylko pamiętam, aby przed godziną 24 jednak opuścić akademik. Czekam więc z niecierpliwościę na kolejne spotkania kolędowe i uważam, że są one bardzo potrzebne zarówno dla wiernych jak i dla księży. Dla tych ostatnich jest to także spotkanie z konkretnymi ludźmi, ich problemami życiowymi i rzeczywistością, w której żyją. A tak naprawdę wszyscy potrzebujemy w naszym życiu dobrych spotkań z innymi ludźmi i kolęda daje taką szansę. Do zobaczenia na kolędzie.

poniedziałek, 8 października 2012

Kolejny początek

Okres wakacyjny jak zwykle szybko minął, chociaż niektóre z tych dni chciałbym zatrzymać znacznie dłużej. Jesień już na dobre się rozpanoszyła i wczoraj poprzez inaugurację roku akademickiego rozpocząłem kolejny rok pracy jako duszpasterz akademicki w Szczecinie. Jak tak patrzę na siebie, to widzę, iż zapału i pomysłów ciągle mi nie brakuje. Oczywiście później rzeczywistość to wszystko zweryfikuje i myślę, że czeka mnie jeszcze niejedna frustracja. Z drugiej jednak strony dostrzegam, że bardziej umię cieszyć się drobnymi radościami: uśmiechem kogoś spotkanego na ulicy, chwilą modlitwy dającej smak i pokój serca, przebłyskiem jesiennego słońca. Jakbym bardziej potrafił chwytać te drobne, ale jakże ważne okruchy szczęścia. Jeszcze z innej strony mam też większe poczucie własnej słabości i ograniczeń z tym związanych. Czuję, że różne wyzwania mnie przerastają, a zarazem wiem, że są one dla mnie, gdyż tak naprawdę pragnę je podjąć. Staram się ufać, iż Pan Bóg coś ze mną jeszcze zrobi. Obym tylko potrafił taką pomoc przyjąć. Czego sobie i wam życzę. Oby ten kolejny rok nas jeszcze wiele razy zaskoczył!

środa, 20 czerwca 2012

Emocje i wakacje

Miesiąc czerwiec jest dla nas wszystkich okresem związanym z wieloma emocjami. Najpierw w pierwszej połowie tego miesiąca okazało się, że prawie wszyscy jesteśmy kibicami piłki nożnej; a szczególnie naszej polskiej reprezentacji. Nawet podczas jednej z odprawianych w tych dniach Eucharystii mali i dorośli wierni spontanicznie modlili się w intencji zwycięstwa polskiej reprezentacji. Niestety dnia 16 czerwca te wszystkie emocje poszły w kierunku rozczarowania, bólu i smutku; po czym to napięcie emocjonalne związane z Euro 2012 znacznie spadło. Dla studentów czerwiec to także silne emocje związane z zaliczeniami i egzaminami. Tutaj te fale emocjonalne są bardziej indywidualne i nie mają takiego ogólnonarodowego charakteru. A jednak wyczuwam różne przeżycia emocjonalne wśród spotykanych studentów i od czas do czasu słyszę: "niech się ojciec za mnie pomodli, bo jutro mam egzamin". Dobrze to rozumiem, bo sam to podobnie przeżywałem przez wiele lat. Jednak po tych czerwcowych, silnych przeżyciach różnego rodzaju rozpocznie się wreszcie okres wakacyjny, któremu towarzyszą zasadniczo przyjemne i radosne emocje. Wyjazdy, spotkania, różne przygody angażują nas całych i dają nam to, co bardzo lubimy, czego szukamy. Trudno wyobrazić sobie wakacje bez przeżywania różnych emocji. Jestem przekonany, że emocje są naprawdę ważne w naszym życiu. Z biegiem lat uczę się przyjmować te trudne, nieprzyjemne emocje, jak i dostrzegać, czerpać z tych radosnych, przyjemnych. Czym byłoby nasze życie bez emocji? Myślę, że przypominałoby sytuację oglądania filmu w kinie w technice 3D bez specjalnych okularów i z wyłączonym dzwiękiem. Coś z tego filmu widzimy, ale ile tracimy. Obyśmy wszyscy potrafili przyjmować, czerpać energię z przeżywanych emocji i nigdy się z ich powodu nie obwiniali.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Pusty grób


Kolejny raz przeżywamy Wielkanoc i radosny czas z tym związany. W tym roku wprawdzie pogoda sugerowała nam, że to jest bardziej Boże Narodzenie. Jednak nie dajemy się zwieść tym pozorom.
Dla uczniów Jezusa doświadczenie Zmartwychwstania zaczyna się od spotkań z pustym grobem. Oto Maria Magdalena idzie wczesnym rankiem do grobu, aby oddać cześć zmarłemu, ale widzi, że kamień jest odsunięty. Zastanawia się, co się stało i myśli, że ktoś po prostu zabrał ciało Jezusa. Później przybiegają do grobu Piotr i Jan, wchodzą do środka i nie znajdują ciała, lecz dostrzegają tam ślady życia - porządek ułożenia płótna i chusty. W tym momencie dokonało się coś ważnego - Jan uwierzył, dokonał skoku wiary i teraz grób, czyli symbol śmierci, stał się dla niego symbolem życia.
My również przeżywamy różne doświadczenia śmierci, kiedy coś w nas jakby umierało, bezpowrotnie ginęło - zawiedzione nadzieje, nieudana relacja, bolesne rozczarowanie,czy też spotkanie z własnymi ograniczeniami. Tego typu przeżycia zabierają nam radość, energię, niejako sprowadzają na ziemię - coś w nas umiera.
Jezus jest jednak zawsze tym, który pragnie dać nam życie, pomnożyć je w nas. Aby to się dokonało, muszę jednak wejść do swojego grobu, spotkać się z tym doświadczeniem śmierci. Jednak teraz czynię to już nie sam, lecz z Jezusem i On ma moc odrodzić we mnie życie.
Oby Zmartwychwstanie Jezusa dokonywało się także w nas! Czego Wam i sobie życzę.

wtorek, 20 grudnia 2011

Przyjąć Światło


Przed nami kolejny czas Bożego Narodzenia, wysyłamy sobie życzenia, łamiemy się opłatkiem, obdarowujemy się nawzajem prezentami. W nasz świat wchodzi w te dni więcej życzliwości, ciepła, miłości i tworzy się taki szczególny klimat. A po świętach wszystko jakby wraca do normy, stajemy się dla siebie dalecy, nieufni, czasem nawet wrodzy.
Czy jednak tak musi być, zastanawiam się co zrobić, aby tak się nie stało. Myślę, że klimat świąt Bożego Narodzenia jest szczególny, zawsze takim pozostanie i nic tego nie zastąpi. Z drugiej jednak strony od każdej i każdego z nas zależy, na ile te pełne światła, jasności święta wpuścimy w nasze wnętrze. Czy pozwolę Słowu, które przychodzi i oświeca nasze ciemności na przemianę czegoś we mnie.
Myślę, że można przeżywać Boże Narodzenie tylko zewnętrznie - wieczerza, choinka, prezenty, życzenia i trochę wruszeń. A można też zachwycić się Światłem, które przychodzi wraz z Jezusem i zapragnąć uczynić je przewodnikiem mojego życia. Z pewnością nie wszystko w codzienności od razu się zmieni, ale pozostanie Światłość, która po prostu będzie przy mnie. Oby takie były nasze święta.

poniedziałek, 31 października 2011

Jeszcze w drodze


Obchodzona co roku Uroczystość Wszystkich Świętych, później Dzień Zaduszny i cały miesiąc listopad zapraszają nas do zatrzymania się, refleksji nad życiem, śmiercią, przemijaniem i zadają różne, ważne pytania.
Jak każdego roku odwiedzimy licznie nasze cmentarze, spotkamy tam też rodzinę, przyjaciół i zapalimy lampkę, położymy kwiaty na grobach naszych bliskich. To wszystko stworzy taki szczególny klimat zadumy i piękna cmentarza. Pamiętam, że podczas roku spędzonego w Irlandii brakowało mi tego zwyczaju. Kiedy 1 listopada tamtejsze cmentarze nie zmieniły swojego wyglądu, nie wypiękniały tak, jak dzieje to się w Polsce czułem rozczarowanie, smutek.
Ważne jest, aby pozwolić się ogarnąć tej atmosferze, poczuć ją i dać jej szansę zadać mi osobiste pytania. Czy postrzegam siebie, jako kogoś w drodze, zmierzającego ku czemuś, a może komuś? Odwiedzane groby przypominają nam o tym bardzo dobitnie. Czasami mamy tendencję do absolutyzowania swojej obecnej rzeczywistości, wydaje nam się, że tak będzie zawsze; no może z drobnymi zmianami na lepsze. A przecież to jest tylko droga, a prawdziwa rzeczywistość jest gdzieś indziej, przed nami.
Cmentarze, groby zadają nam także pytanie o to, co tak naprawdę liczy się w moim życiu, co stanowi jego treść? A zarazem zapraszają, aby odróżnić sprawy naprawdę istotne od tego, czym nie warto się zbytnio martwić przyjmując postawę "let it go".
Dla mnie piękno cmentarzy w dniu Uroczystości Wszystkich Świętych jest jakby odbiciem piękna, którego na razie jeszcze nie widzę. Mogę jednak je przeczuwać, ufać i wierzyć, że ku niemu wszyscy zmierzamy.

wtorek, 6 września 2011

Magis i Madryt


Wraz z grupą studentów ze Szczecina wyjechałem w sierpniu na trzy tygodnie do Hiszpanii. Tam uczestniczyłem w zorganizowanym przez Jezuitów programie Magis, który doprowadził nas do udziału w Swiatowych Dniach Młodzieży w Madrycie. Wcześniej miałem już okazję odwiedzić Hiszpanię i cieszyłem się, że wracam tam ponownie.
Tym co najbardziej uderzyło mnie w tych pełnych wrażeń dniach, to entuzjazm, radość i wzajemna otwartość na siebie ludzi z całego świata. Bariery językowe i kulturowe nie były czymś znaczącym, a po prostu cieszyliśmy się z bycia razem.
Zaczęliśmy od Loyoli w Kraju Basków, gdzie wystartował program Magis dla ok. 3 tys. młodych ludzi z całego świata. Później był tydzień Burgos, gdzie stworzyliśmy wspólnotę polsko-belgijsko-meksykańsko-hiszpańską i pracowaliśmy wspólnie dla innych. A wreszcie tydzień w Madrycie i te niezliczone tłumy młodych ludzi, których najczęstszym zawołaniem było: "To jest młodzież Papieża" oraz "Niech żyje Papież".
Dla mnie osobiście pięknym doświadczeniem było spowiadanie ludzi z całego świata w największym parku Madrytu w tzw. "Strefie Pojednania" i zadziwianie się pięknem działania Boga w sercu każdego człowieka. Oczywiście w naszej wyprawie był też trud, zmęczenie, czasami zdenerwowanie. Po prostu było to prawdziwe pielgrzymowanie, ale Pan Bóg bardzo nad nami czuwał.
Teraz w Szczecinie zastanawiam się, co we mnie, co w nas zostanie z tego czasu. A póki co jest w moim sercu wdzięczność za tą piękną wyprawę wakacyjną.